LIFESTYLE

Poznajmy Kasię

 

Zapraszamy Was do spotkania z niesamowitą osobą – Katarzyną Liszcz, która uczy nas, że nie możliwe przy odrobinie szczęścia staje się czymś możliwym. Kasia już w momencie przyjścia na świat była dotkliwie skrzywdzona przez tą która powinna ją kochać. Jej matka podczas ciąży spożywała alkohol, który z każdym dniem doprowadzał do coraz większych nieodwracalnych uszkodzeń – Katarzyna urodziła się z Dziecięcym Porażeniem Mózgowym. Po 15 latach okazało się że za wszystkim stoi Alkoholowy Zespół Płodowy (FAS) . W 2011 roku zaczęła także cierpieć na bardzo poważną postać cukrzycy, która obecnie zagraża jej życiu.    

Jednak mimo tego smutnego i jakże trudnego bagażu Kasia nie poddała się. Czerpiąc siłę i wsparcie od rodziców adopcyjnych stanęła na nogi i postanowiła opowiedzieć nam swoją historię. Dołączyła do naszej Kampanii postanawiając opowiedzieć nam o swoim życiu w formie comiesięcznej relacji. Na sam początek napisała dla nas kilka słów o sobie :

Urodziłam się z Dziecięcym porażeniem mózgowym, malutka ważyłam zaledwie 900 gram – mniej niż torebka cukru, nikt nie dawał mi szansy na każdym etapie mojego życia. Ja jednak pięłam się do przodu, łamiąc schematy i odradzałam wyroki. Nikt nie dawał mi szansy na przeżycie, a ja wciąż żyje, doświadczam tego życia i zdążyłam je pokochać. Miałam nie chodzić, nie mówić a przez swój upór sprawiłam, że dziś możecie się ze mną spotkać na spacerze, rozmawiać ze mną całymi godzinami. Przez ten czas nie usłyszycie słowa skargi, nie wyczujecie w głosie smutku, czy rozgoryczenia… Mogłabym przeklinać rzeczywistość zatracać się w smutku, ale wybrałam prostszą drogę taką z moim charakterem. Zaakceptowałam rzeczywistość i jak sama mówię miałam więcej szczęścia niż pecha.

Małżeństwo, które wcześniej adoptowało mojego starszego brata, zabrało i mnie do siebie. Wszyscy się dziwili, bo po co komu niepełnosprawne dziecko? Nie mogłam trafić lepiej. Dziś mam 32 lata. Moi rodzice musieli wówczas zdecydować, czy dadzą radę się mną opiekować. Wymagałam ogromnej pracy, zaangażowania, miłości, a efekty były jedną wielką niewiadomą. Moim rodzicom pomogła modlitwa. Często słyszeli, że chore dziecko zniszczy ich życie. Nie poddali się. Jestem drugim z czwórki adoptowanych przez nich dzieci. Moi nowi rodzice, zrobili w życiu coś, co nie mieści się w głowie. Zaopiekowali się mną pokochali mnie i walczyli o sprawność i godne życie w przyszłości.

Przeszłam godziny rehabilitacji; rozwój fizyczny, neurologiczny, ruchowy ze wszystkim pozostawałam w tyle. Wysiłek fizyczny jest ze mną do tej pory, w każdej sekundzie życia. Podczas ubierania się, czy nawet podczas zwykłej zmiany pozycji ciała, często wymagam pomocy drugiego człowieka. Staram się prosić jednak o nią bardzo rzadko i zawsze najpierw próbuję sama. Staram się być samodzielna i niezależna.

Pomaganie innym daje mi najwięcej radości, tylko to, co robię dla innych, jest tak naprawdę ważne. To pozwala mi czuć, że jestem komuś potrzebna, że ktoś na mnie czeka, a mój wysiłek, czas komuś poświęcony przynosi ulgę, uśmiech, zadowolenie. Szczęście różnie się objawia, a ja swoje znalazłam, a wysiłek, czas komuś poświęcony przynosi ulgę, uśmiech, zadowolenie. Szczęście różnie się objawia, a ja swoje znalazłam właśnie w tym, co robię na co dzień. Obecnie jestem aktywna, współtworzę radio internetowe „Czatowa Nuta”, pomagam także, jako wolontariuszka. Mimo że mam cukrzycę, dziecięce porażenie mózgowe i FAS (alkoholowy zespół płodowy) – staram się żyć pełnią życia na miarę swoich możliwości, udało mi się skończyć kurs wprowadzenia do psychologii, organizowany przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne i Uniwersytet Warszawski, oraz kurs pierwszej pomocy przedmedycznej. Ukończyłam internetową szkołę o specjalności promotor zdrowia z dieto-profilaktyką.

Dzięki temu zrozumiałam, że moja droga i życie z ograniczeniami, które oswajam każdego dnia na nowo może dawać nadzieję dla innych, którzy zmagają się z podobnymi problemami jak moje. To jest dobry moment, aby zatroszczyć się o swoją relację ze samym sobą, ponieważ tej relacji trzeba się uczyć każdego dnia, ale żeby tej relacji się nauczyć – trzeba w sobie zaakceptować swoją relację i stać się dla siebie najlepszym przyjacielem.

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply