LIFESTYLE

Okiem mamy – dla nas od Moniki

 Jesteśmy w ciąży (okiem Mamy)

Pragnienie bycia mamą było we mnie od zawsze. Trochę dzięki temu, że jestem starszą siostrą, trochę dlatego, że przez lata moja mama pracowała w przedszkolu. Kiedy, mając kilka lat, po zajęciach w swojej grupie biegłam do młodszej grupy mojej mamy, sama wchodziłam w rolę wyimaginowanej przedszkolanki. Później jako nastolatka byłam „kochaną ciocią”, z którą zawsze można było się pobawić. Może dlatego, mimo młodego wieku, jestem mamą chrzestną dwóch dziewczynek. W sumie nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ta po prostu miałam i tak mi zostało do dziś.

Cud poczęcia

Choć Adaś ma niespełna 20 miesięcy, jestem jego mamą od ponad dwóch lat. Dlaczego? Będąc w pierwszej ciąży, często słyszałam, że „jak zostaniemy rodzicami to…” i zwrot ten był dla mnie wtedy czymś dziwnym, nietaktownym, wręcz bolesnym. Chcę powiedzieć, że wieść o tym, że pod moim sercem rozwija się nowe życie była dla mnie równoznaczna z tym, że zostałam mamą. Właśnie wtedy, kiedy uświadomiłam sobie, że noszę w sobie moje dziecko, po raz pierwszy w życiu poczułam się mamą. Pamiętam jak dziś – delikatnie zaznaczony podwójny pasek na teście ciążowym sprawił, że całe moje ciało, moje myśli i uczucia, całe moje wnętrze ogarnęła mieszanka radości i lęku. Znacie to uczucie? Kiedy w jednym momencie chce Wam się śmiać, tańczyć, płakać, tulić, skakać, śpiewać, modlić, krzyczeć i jednocześnie nie wiecie jak to będzie.

Jak to będzie?

Tak się złożyło, że doświadczyłam chyba wszystkich możliwych lęków związanych ze stanem błogosławionym. Na początku – klasycznie – pojawił się lęk o pracę, finanse, budżet powiększonej rodziny, na pierwszej wizycie u ginekologa dowiedzieliśmy się, że istnieje ryzyko niezawiązania ciąży, pod koniec ciąży z kolei dojmujące obawy o to, jak będzie w trakcie porodu i połogu. Bardzo często moją głowę zaprzątały myśli o tym, czy jako mama dam radę, albo czy jako kobieta nadal jestem piękna w oczach męża? Na całe szczęście wiedziałam, że kobieta reaguje na ciążę całą sobą – mentalnie, fizycznie i emocjonalnie, a te krótsze bądź dłuższe stany emocjonalnego rollercoastera w końcu mijają. Niezastąpiona okazała się również rola mojego męża.

Internet, czy „doświadczone mamy”?

Z perspektywy czasu widzę, że liczne niepokoje rodzą się u kobiet w stanie błogosławionym również wskutek sprzecznych komunikatów i oczekiwań, jakie kierują pod ich adresem znajomi, rodzina, czy Internet. Na wieść o ciąży zainstalowałam co najmniej tuzin wszelkiego rodzaju aplikacji, przeczytałam masę artykułów, kilka książek, nie mówiąc o rozmowach na „ten” temat. Idę o zakład, że w lawinie sprzecznych informacji gubi się niejedna położna, a co dopiero świeżo upieczona mama. Najważniejsze to nie dać się zwariować, słuchać swojego ciała i głosu sumienia.

Urodziłam Adasia, Zuzia rozwija się prawidłowo, więc może to nie taki zły pomysł?

Dwa razy więcej miłości

Dzisiaj jestem mamą dwójki. Choć Zuzia jeszcze nie przyszła na świat, z pewnością jest już naszym światem. Kolejny raz przekonuję się, że uczucia, które towarzyszą mamom w ciąży, są nieporównywalne z niczym innym. Pod moim sercem, rozwija się nowe życie. Ta tajemnica mnie onieśmiela i motywuje zarazem. Tak jak pierwsza, tak i ta ciąża, mimo wielu trudności, jest dla mnie zdecydowanie błogosławionym czasem. Czym są te wszystkie mdłości i bóle krzyżowe przy cudzie, który rozgrywa się pod naszym sercem? Jestem odpowiedzialna za rozwój tego nowego życia. Muszę je ochronić. Jestem odpowiedzialna za nasz odpoczynek i zdrową dietę. Jestem odpowiedzialna za życie tego małego człowieka. Dlatego z radością dbam o Zuzię – dla niej samej, dla mnie samej, ale też dla taty i brata. Wszyscy dbamy i czekamy!

Ja czuję, chłopcy nie mogą się doczekać

Pamiętam jak w połowie ciąży zaczynałam czuć pierwsze ruchy i z wielką ekscytacją łapałam dłoń mojego męża, przykładając do brzuszka. Pytałam: „Czujesz?!?”. Wtedy te delikatne ruchy były wyczuwalne tylko dla mnie. To jeden z przywilejów, które mamy my – mamy! Dla tatusiów ten CUD jest jeszcze bardziej niewiarygodny – muszą uwierzyć na słowo, że w brzuszku rusza się mały człowiek. Teraz, w ósmym miesiącu, Zuzia wykręca takie piruety, że można je nie tyle poczuć, co dokładnie obejrzeć. I choć nie mogę się doczekać, kiedy zatańczy swój pierwszy taniec po drugiej stronie brzuszka, już dziś jestem przeszczęśliwa, mogąc nosić pod sercem ten bezcenny skarb – Córeczkę.

Monika Gomułka

You Might Also Like

No Comments

    Leave a Reply